piątek, 6 marca 2009

Klątwa dnia piątkowego...

    Piątek i tym razem okazał się pechowy dla firmy po AGH-u. Pomyślicie sobie: "pewnie majster spadł z drabiny!", albo "pewnie czeladnik coś spier...!" Nic bardziej mylnego! Chociaż nie wiadomo co by było gdyby majster nie trzymał się dzis mocno drabiny... Ale do rzeczy. Zacznijmy od początku. Obudziłem się w nocy. Zobaczyłem, że majster próbował się do mnie dodzwonić. Okazało się, że zostawił mi też wiadomość na skrzynce głosowej. (Jeśli ktoś zna sposób, żeby zapisaną wiadomość ze skrzynki przenieść w magiczny sposób do komputera, to proszę o kontakt). W kadym razie brzmiało to tak. W tle słyszałem gitarę i coś w stylu "niiim noooodzz zapppadfnie!". Majster mówił: "Bobeek? Bobeek? Jutttrooo... kchsiałem si pofffiedziećć... juuutroo.... na ziewiątą do prazy okk? Wtedy Majster skończył mówić a ja usłyszałem "lalalalala!!!" Nie muszę chyba tłumaczyć jak wyglądał dzisiejszy dzień.... Żeby tego było mało na plac budowy, pomarańczowym samochodem przyjechało jeszcze trochę piwka. Tak też po tajemniczym zniknięciu majstra skończył się dzień. Ciekawe, czy za tydzień piątek również będzie tak pechowy. Jedno jest pewne... W czwartki rządzimy!:D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz